„Triumf nad obiektem”- portret

Przychodzi baba do lekarza – tak zaczynała się w zeszłym stuleciu cała seria kawałów z zaskakującą puentą. Jak mogłaby się rozwinąć opowieść: „przychodzi baba na psychoterapię”? Branżowe dowcipy, które znam, mają zwykle gorzki posmak – i taki też jest ten portret.

To portret osoby, nazwijmy ją Maria, której bardzo trudno jest pomóc. Ona przychodzi nie po to, by skorzystać z terapii, lecz by udowodnić, że pomoc nie ma znaczenia. W relacji z drugim człowiekiem, szczególnie z tym, kto mógłby stać się obiektem wspierającym, natychmiast uruchamia mechanizm unieważniania. Musi zdeprecjonować, sprawić że ktoś staje się bezużyteczny, pozbawiony wartości.

W gruncie rzeczy to dramat, bo skoro każdy obiekt zostaje unieważniony, to nie ma z kim się związać ani od kogo się oddzielić. Brakuje tego wewnętrznego dobrego głosu, który mówiłby: „jesteś w porządku, możesz istnieć”. Zamiast tego pojawia się pustka, którą Maria próbuje zasłonić kolejnym aktem triumfu.

Paradoks polega na tym, że właśnie to, co mogłoby pomóc – uznanie wartości drugiego człowieka i wartości terapii – zostaje odrzucone. Skoro unieważnia terapeutę, nie może od niego skorzystać. Skoro nie ufa, nie zaryzykuje więzi. Dlatego porzuca relację, zanim ta zdąży się w ogóle nawiązać.

Trudno jej dostrzec, że psychoterapia mogłaby pomóc zbudować wewnętrzną strukturę, zdolną utrzymać dobry obiekt w środku. Mogłaby dać jej coś, czego tak bardzo potrzebuje – doświadczenie, że drugi człowiek może mieć wartość i że z tej wartości można czerpać.

Dopóki Maria tego nie zauważy, pozostanie w dalszym ciągu w tym schemacie – będzie zwyciężać, ale nie dostanie tego, co naprawdę potrzebuje i poszukuje.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *