
Mówi się, że mowa jest srebrem, a milczenie złotem. Ale jak w każdej opowieści o złocie, i tu kryje się przekleństwo. Król Midas srogo się zawiódł na darze zamieniania wszystkiego w złoto.
W relacjach międzyludzkich milczenie ma swoją złotą wagę. Może być szlachetną pauzą może też stać się zbroją lub narzędziem władzy.
W jaki sposób milczenie może dojść do głosu w gabinecie terapeutycznym?
Czasem pacjent stara się „ zamilczeć” terapeutę. Długie, gęste milczenie, nieprzeniknione i chłodne, tworzy atmosferę, w której terapeuta czuje, że każde słowo byłoby nadużyciem. Milczenie staje się komunikatem: „Nie próbuj mnie dotknąć, nie masz do mnie dostępu.” Terapeuta milknie nie z wyboru, ale z braku przestrzeni .
Można też „ zamilczeć” poprzez gadatliwość. Pacjent mówi nieustannie, w rytmie, który nie dopuszcza interwencji. Każda próba wtrącenia zostaje przykryta potokiem słów. W efekcie terapeuta traci możliwość reakcji, a jego głos – dosłownie i symbolicznie – przestaje istnieć. Pod maską gadatliwości kryje się ten sam lęk: „Jeśli ci pozwolę mówić, zyskasz nade mną władzę.”
Niektórzy pacjenci odbierają terapeucie głos przez unieważnianie – każde słowo, interpretację, propozycję kwestionują, wyszydzają lub traktują jak nieistotną.
Komunikat brzmi: „Twoje słowa nie mają znaczenia.” To sposób, by utrzymać poczucie kontroli i ochronić się przed zależnością. Bo jeśli terapeuta nic nie wnosi, nie ma ryzyka rozczarowania.
Bywa, że pacjent wprowadza w przestrzeń gabinetu ciężar emocjonalny, który dosłownie odbiera głos. Na przykład ogromny smutek, napięcie, wrogość lub lęk, tak silne, że terapeuta czuje, iż każde słowo mogłoby wszystko zburzyć. Wtedy milczy z empatii i ostrożności, ale też pod wpływem nieświadomej presji. To jakby pacjent mówił bez słów: „Nie mów, bo nie przeżyję.”
Niektórzy pacjenci tak silnie odtwarzają dawną sytuację uciszenia, że terapeuta zaczyna czuć się tak, jak oni kiedyś – bezradny, zablokowany, jakby nie miał prawa głosu.
To nieświadomy proces przeniesienia: pacjent wciąga terapeutę w swoje doświadczenie, czyniąc z niego milczącego świadka własnej historii.
„Czy wytrzymasz moją ciszę? Czy będziesz nadal obecny, jeśli odbiorę ci głos?”
Czasem pacjent sprawdza, czy terapeuta będzie inny niż dawni dorośli, którzy odchodzili, złościli się, gdy nie mógł mówić. Wtedy odebranie głosu nie jest przemocą, lecz testem zaufania. Cisza staje się próbą: „Czy przetrwasz ze mną tę pustkę?”



Dodaj komentarz